Początek przyjaźni

Oryginalny był początek mojej przyjaźni z Januszem, przyjaźni trwającej już kilkanaście lat, mimo że widzieliśmy się w tym czasie zaledwie kilka razy. Otóż czytając książkę Marii Gerson-Dąbrowskiej, której tytułu już nie pamiętam, trafiłam na opowiadanie o Ludomirze Benedyktowiczu, malarzu-powstańcu z 1863 roku. Benedyktowicz stracił w powstaniu obie ręce, ale został mimo to malarzem, studiował u ojca autorki, Wojciecha Gersona, i osiągnął duży poziom w swojej sztuce. To opowiadanie ogromnie mnie zafrapowało. Pracowałam wtedy właśnie społecznie w Polskim Towarzystwie Walki z Kalectwem i zdawałam sobie sprawę, jak olbrzymiego wysiłku wymagała malarska twórczość. Ludomira. Postanowiłam napisać o nim monografię. Nie pamiętam już, jakimi drogami doszłam do tego, że Ludomir pozostawił liczną rodzinę, a w Krakowie syna, córkę i kilkoro wnuków, min. właśnie Janusza - adiunkta na Wydziale Grafiki ASP i utalentowanego malarza, ale przede wszystkim bardzo ciekawą osobowość i utalentowany geniusz.

Janusz Benedyktowicz .

Cześć

Wiadomości o Januszu Benedyktowiczu

Linki